
Markowa - wieś w woj.Podkarpackim, na szlaku architektury drewnianej;
turyści zaglądają tu do pięknego, choć niedużego skansenu i - na cmentarz, do grobu Rodziny Ulmów, rozstrzelanej 24 marca 1944 r. za udzielanie schronienia Żydom.
Zginęli wszyscy, ośmioro Żydów i rodzina Ulmów - rodzice i siedmioro dzieci.

"Na krótko przed porankiem 24 marca 1944 r. żandarmi dotarli do zabudowań Józefa Ulmy, położonych na krańcu wsi. Pozostawiwszy na uboczu furmanów z końmi, Niemcy wraz z obstawą złożoną z granatowych policjantów udali się pod dom. Wkrótce rozległo się kilka strzałów - jako pierwsi zginęli Żydzi.
Naocznymi świadkami pozostałych rozstrzeliwań byli furmani, którzy zostali przez Niemców przywołani rozkazem, by przyglądać się, jaka kara może spotkać wszystkich ukrywających Żydów. Jeden z furmanów, Edward Nawojski, podaje, iż widział, jak wyprowadzono z domu gospodarzy - Józefa i Wiktorię Ulmów - i rozstrzelano ich. Jak podaje świadek: "W czasie rozstrzeliwania na miejscu egzekucji słychać było straszne krzyki, lament ludzi, dzieci wołały rodziców, a rodzice już byli rozstrzelani. Wszystko to robiło wstrząsający widok".
Po zastrzeleniu rodziców wśród krzyków żandarmi zaczęli się zastanawiać, co zrobić z dziećmi. Po naradzie Dieken zdecydował, że należy je rozstrzelać. Nawojski widział, jak trójkę lub czwórkę dzieci własnoręcznie rozstrzelał Joseph Kokott. Słowa tego zgermanizowanego Czecha wypowiedziane po polsku do furmanów wryły się głęboko w pamięć Nawojskiego: "Patrzcie, jak polskie świnie giną - które przechowują Żydów". Zginęli: Stasia, Basia, Władzio, Franuś, Antoś, Marysia i siódme w łonie matki, na kilka dni przed planowanym urodzeniem. W ciągu kilkudziesięciu minut zginęło siedemnaście osób. Niemieccy zbrodniarze dokonali tej zbrodni własnoręcznie, wykorzystując granatowych policjantów do obstawy."
(za:M.Szpytma:"Oddali życie za bliźnich")



Józef Ulma nie był zwykłym człowiekiem, a w każdym razie na pewno wyrastał ponad przeciętność - w swoim otoczeniu i swoim czasie.
Był nie tylko mądrym i nowoczesnym gospodarzem - założył pierwszą w Markowej szkółkę drzew owocowych, dzięki czemu pojawiły sie tu szczepione jabłonie, zajmował się pszczelarstwem, hodowlą jedwabników - ale też amatorem introligatorem i - pasjonatem fotografii, który na dodatek sam sobie złożył aparat fotograficzny i wykonał nim tysiące zdjęć, dokumentując na nich nie tylko, cytuję:
"życie najbliższych, ale miejscowe uroczystości, występy chóru, orkiestry, dożynki, przedstawienia teatralne, wesela, pierwsze komunie święte. Robił także zdjęcia na zamówienie, portrety do dokumentów. Dzięki temu był sławny na całą okolicę."
(Jarosław Szarek)
Niewielka część tych zdjęć znajduje się w skansenie w Markowej.




(odbicie lampy błyskowej - moje, niestety)

W 1995 r. Józef Ulma wraz z żoną uhonorowany został pośmiertnie medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
W 60 rocznicę tamtych tragicznych wydarzeń odsłonięto w Markowej pomnik - tablicę ku czci i pamięci.
I przestrodze, tak sobie myślę...
